| Escape from New York (Ucieczka z Nowego Jorku) - 1981 |
|
|
|
| Wpisany przez Wandam | |||||||||||||||||||||||||||||||
| Wtorek, 13 Lipiec 2010 09:33 | |||||||||||||||||||||||||||||||
Istnieje bardzo wiele powodów dla których nie powinienem pisać o tym filmie. Po pierwsze: film jest mierny, chwilami nudny, dłużyznowy, chujowy. Brak akcji, co tu wiele gadać - krótko rzecz ujmując - do dupy. Nie zasługuje na oszałamiającą ilość gwiazdek - ani czerwonych, ani zielonych. Nie powinienem pisać o tym filmie ze względu na sceny walki. Są nędzne, mało dynamiczne i zupełnie nie brutalne. Przez większość filmu miałem wrażenie że choreografią scen walki zajmował się ten sam facet, który nakręcił teledysk Franka Kimono "Ja jestem King Brus Li karate mistrz" Nie powinienem o nim pisać, ze względu na jego fabułę, która jest tragiczna. No fatalna wręcz. Nie powinienem pisać także o strasznych strojach bohaterów. Film nakręcony w roku 1981, traktuje o dalekiej przyszłości, tj. o roku 1997! Jednak twórcy uznali że moda wczesnych lat 80. jest tak zajebista że przetrwa każdą próbę czasu. Tak więc w rzeczonym roku 1997, mamy bohaterów z tapirowanymi plerezami, zapierdalających w obcisłych dżinsikach, których ostatni guzik rozporkowy, zapina się między sutkami, zamiast w pasie. Nieodzownie królują kuse kórteczki skórzane, z rękawami trzykrotnie dłuższymi od torsów. Szlag! Nie powinienem o nim pisać, również ze względu na nazwiska które się przewijają w liście płac. Myślę, że również panowie odpowiedzialni za spłodzenie "Ucieczki z Nowego Jorku" życzyli by sobie żeby nikt o niej nie pisał.. Zwłaszcza że w obsadzie pojawiają się dosyć szacowne nazwiska. Reżyserem jest John Carpenter, w moim uznaniu jeden z najlepszych reżyserów horrorów. Facet potrafi z małego budżetu i nikomu nieznanych aktorów wykreować naprawdę poruszające dzieła, wręcz arcydzieła gatunku. Jest reżyserem mojego ulubionego horroru "W paszczy szaleństwa", a sławę przyniosły mu takie tytuły jak "The Thing", "They alive", "The Fog", "Halloween"... długo by wymieniać, gościu ma łeb jak sklep. Drugim zacnym nazwiskiem które pokazuje się w napisach początkowych "ucieczki" jest Kurt Russel. Okej, zgodzę się z każdym kto powie że Kurt nie grywa w ambitnych produkcjach kinematografii irańskiej, ale nie o to się przecież rozchodzi. Grał w dobrych filmach sensacyjnych i był jednym z bardziej kasowych aktorów poprzedniej dekady, wielokrotnie nagradzany i sratytaty. Ze względu na szacunek do Carpentera i Russela nie powinienem pisać o tym filmie. Wogle, wcale to a wcale nie powinienem o nim pisać. Jest jednak jedna rzecz, która ZMUSZA mnie do poświęcenia kilku zdań temu wytworowi. Mianowicie - jebana kaseta magnetofonowa! Znana także jako Compact Cassete (w skrócie CC) 60 - cio, lub 90 - cio minutowy jebany nośnik szumów, z którego to słuchaliście z wypiekami na twarzy Iron Maiden, Danziga, Pantery i Metaliki. Taka właśnie kaseta może marki TDK, a może Agfa, w każdym razie zwykła jebana kaseta, jest główną atrakcją fabularną całego filmu "Uciec z Nowego Jorku" i jednocześnie punktem zwrotnym scenariusza. Żeby Wam to wyjaśnić musze niestety po krótce opisać fabułę filmu, a wierzcie mi że wolał bym tego nie robić. Idzie to tak: Jak już wspominałem jest odległa przyszłość czyli rok 1997. W stanach Zjednoczonych panuje syf tak straszliwy, że z całej wyspy Manhattan utworzono więzienie o zaostrzonym rygorze, a w zasadzie bez rygoru. Po prostu, otoczyli wszystko murem, zaminowali, a jebańcy zamknięci w środku rządzą się własnymi prawami. Nad Manhattanem, czyli największym w świecie siedliszczem ludzkiego ścierwa, przelatuje Air Force One, zawierający Prezydenta Stanów Zjednoczonych w środku. Samolot rozbija się na terytorium więzienia w skutek ataku terrorystycznego jakiś jebanych lewaków, pierdolących coś o prawach robotników. Prezydent ratuje się w kapsule ewakuacyjnej, lecz niewiele poprawia to jego los. Jest uwięziony w największym na świecie więźniu, pełnym zdziczałych pojebów. Na jego ratunek rusza mega zajebiście twardy, były Komandos Śmierci i przy okazji skazaniec zesłany na Manhattan - Snake Plissken. W roli Snejka - niezapomniany, drewniany i jednooki Kurt Russel. I cóż ma do tego kaseta magnetofonowa zapytacie? Ano, nie dodałem że do ręki prezydenta Ju - Es - Ej przytwierdzona jest walizka. Prezydent wybiera się z tą walizką na konferencję gdzieśtam, żeby przedstawić jej zawartość. Zawartością jest tajemnica zimnej fuzji czegośtam - w każdym razie recepta na darmową energię, pokój na świecie i całą resztę z listy życzeń, każdej z kandydatek na Miss Polonia. Spodziewałem się, że będą to jakieś super - duper tajne plany, albo jakaś prezentacja w power poincie, albo conajmniej jakiś futurystyczny, bliżej nie sprecyzowany nośnik danych. Tymczasem prezydent Stanów Zjednoczonych miał w teczce najprawdziwszą, jebaną, pierdoloną kasetę magnetofonową! Nożesz kurwa! Dzięki temu największe tajemnice Ju - Es - Ej mógłby podpierdolić każdy nastolatek wciskając "Rec + play" na jednej, a "play" na drugiej kieszeni swojego "jamnika"!(mam nadzieję że chociaż starsi użytkownicy witryny ZF łapią o co mi chodzi) Długo nie mogłem uwierzyć w to co ujrzały moje oczy. Kolega Redaktor Sigal który wraz ze mną śledził to wybitne dzieło z wrażenia puścił potężnego bąka i doszczętnie zapluł się piwem. Dobra a teraz sprawa ostatnia. Dlaczego przyznaję filmowi którego jedynym ciekawym aspektem jest kaseta magnetofonowa aż dwie czerwone gwiazdki? Już spieszę z wyjaśnieniami: Jedna czerwona gwiazdka, należy się czarnuchowi który jest bossem wszystkich więźniów na Manhattanie. Może nie tyle czarnuchowi, co jego alfąsiastej furze. Nawet jeśli z uwagą śledziłeś wszystkie odcinki "Pimp my Ride" gwarantuję, że czegoś takiego Twoje oczy nie widziały. Alfons wyjebał sobie żyrandole na każdym z boków maski swojego wielkiego limuzyniastego lincolna. Nie jakieś tam lampki nocne, ale prawdziwe żyrandole! Najprawdziwsze jebane kryształowe kandelabry! Mimo mojego doszczętnego zniesmaczenia filmem, w scenie z kandelabrami śmiałem się jak dziecko. Drugą czerwoną gwiazdkę, daję za tom że na końcu filmu Kurt Russel podpieprzył kasetę z tajemnicą zimnej fuzji i dał prezydentowi inną z jakimś wesołym country. Tym sposobem, Prezydent puścił na niezwykle ważnej konferencji międzynarodowej wesołe popierdalanie na gitarce, a Kurt Russel wypierdolił oryginalną kasetę, raz na zawsze obracając w niwecz wszystkie marzenia kandydatek na Miss Polonia. Trailer:
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0alpha3
!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved." |
|||||||||||||||||||||||||||||||
| Zmieniony: Wtorek, 13 Lipiec 2010 14:59 | |||||||||||||||||||||||||||||||