| White Zombie (Białe zombie) - 1932 |
|
|
|
| Wpisany przez Stefan | |||||||
| Wtorek, 15 Czerwiec 2010 06:14 | |||||||
Jeśli ktoś tytuł tego prehistorycznego dzieła skojarzył z nazwą heavymetalowego zespołu pana Roba Zombie niniejszym ogłaszam, że skojarzenie jest jak najbardziej trafne. Nic dziwnego, bo pan Rob Zombie w wolnym czasie trudni się kręceniem całkiem przyzwoitych horrorów gore („Dom tysiąca trupów” na przykład), a „White Zombie” to pierwszy w historii światowej kinematografii film o żywych trupach. Pierwszy i jak do tej pory jeden z lepszych. Mimo że ledwo widać co się dzieje, bo dziwnym zbiegiem okoliczności nie ma wersji HD, i ledwo słychać o czym mówią bohaterowie, bo dziwnym zbiegiem okoliczności jest trochę trzasków i pogłosu. Fabuła najstarszego filmu o zombie jest mniej więcej taka: młody pan i młoda pani przyjeżdżają na Haiti na zaproszenie znajomego. Zaprosił ich, żeby na jego ranczu wzięli ślub. Uczynił to jednak nie ze względu na swoją grzeczność czy wyjątkową sympatię do obojga. Uczynił to, bo chciał odbić młodemu jegomościowi narzeczoną. Para przyjeżdża, bierze ślub i na skromnym weselu dziewczyna kopie w kalendarz. Śmierć nie przyszła pospolicie, bo ani jej nie zastrzelono, ani nie walnięto w łeb szpadlem, TIR też jej nie przejechał. Po prostu – napiła się wina, spojrzała do kieliszka, ujrzała w nim brzydką, przerażającą mordę i padła. Tu dochodzimy do sedna sprawy, bo owa morda należała do absolutnej gwiazdy tamtych czasów, geniusza ekranu i bohatera najgorszego filmu w dziejach czyli „Plan 9 z kosmosu”. Panie i panowie – był to Bela Lugosi! Poczciwy Bela potrafił przemieniać ludzi w zombie i miał nad nimi absolutną kontrolę. Cały szwadron żywych trupów był na każde jego skinienie, a w zasadzie chwyt (widoczny na okładce). Dlatego też pracował dla właściciela rancza, a sterowane przez niego zombie pracowały w młynie. I tak dziewczyna zaraz po pogrzebie zostaje zombiakiem i, zgodnie z wcześniejszym planem, zamieszkuje u jej zachwyconego absztyfikanta. Niestety, zatraciła wszelkie uczucia i emocje, dlatego dochodzi do drobnego nieporozumienia między Belą i kochasiem. A jak wiadomo gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Gdybym żył w latach trzydziestych i obejrzał ten film – kilka razy zesrałbym się a to ze strachu, a to z wrażenia. Naprawdę twórcy i Bela Lugosi odwalili kawał dobrej roboty. Cały film toczy się w nocy, sceneria też niczego sobie, muzyczka mogłaby być bardziej mroczna no ale w latach trzydziestych cóż innego zagrać? Żywe trupy wyglądają i zachowują się jak sama nazwa wskazuje – jak żywe trupy. A nie jak martwe klauny z rozwalonym pyskiem i plwociną na brodzie lub chuj wie czym jeszcze. Blade mordy, złowieszczym wzrokiem wpatrzone w jedno miejsce, poruszające się w dość powolny sposób. Po prostu ruszające się zwłoki wyjęte z trumny. Dodatkowo są odporne na strzały z pistoletu, a nie jak w niektórych współczesnych filmach bang, bang – i po krzyku. Przecież to są trupy, nie można ich zabić strzałem! Dlatego jedyną skuteczną formą ich pokonania okazało się zrzucenie w przepaść. Poza tym są też elementy humorystyczne, dzięki którym film ogląda się jeszcze lepiej. Mąż dowiaduje się, że z grobowca zniknęło ciało dziewczyny i zachodzi w głowę o co kaman. Jakiś gość powiedział mu, że być może nie jest to kradzież zwłok i jego żona żyje. Mąż po chwili odpowiada: „Żyje?! To pewnie jest teraz gdzieś w puszczy z tymi murzynami! To już lepiej, żeby nie żyła!”. Kiedyś można było pozwolić sobie na takie żarty… Oczywiście jest multum fuck upów. Oczywiście nie ma ani kropli krwi, nie ma fruwających flaków i walających się po kątach poćwiartowanych zwłok. Wszystko trzeba jednak tłumaczyć datą produkcji. Uważam, że jak na tamte czasy i możliwości to zaskakująco dobry horror o żywych trupach. Trzeba mieć nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy nakręcić remake. Trailer:
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0alpha3
!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved." |
|||||||
| Zmieniony: Wtorek, 15 Czerwiec 2010 15:31 |