| Dark Angel (Mroczny anioł) - 1990 |
|
|
|
| Wpisany przez freekE | |||||||
| Poniedziałek, 14 Czerwiec 2010 11:44 | |||||||
Specjalnie dla redaktora Stefana, postanowiłem odświeżyć ten klasyk i skrupulatnie go zrecenzować. „Mroczny Anioł” to jeden z moich ulubionych filmów z postawnym Szwedem. Wielbiciele przysadzistych blond szwedek, może się rozczarują (z powodu ich braku), ale cała reszta pasjonatów złego kina powinna być zadowolona. Ja byłem. Dark Angel, to nie tylko popis Lundgrena, to także najbliższe podejście do Hollywood, niejakiego Matjasa Hjusa. Ah, co to za koleś. Hjus nigdy wcześniej i nigdy później nie był tak blisko blichtru, sławy, pełnych sal kinowych i wymarzonych złotych statuetek. Pan Dolph Lundgren wciela się w postać policjanta, Jacka Caine’a. Poznajemy go podczas nocnej obczajki. Dolf zamiast obserwować swojego kolegę, który incognito przeprowadza transakcję zakupu kokainy – opuszcza posterunek i idzie udaremnić napad na „spożywczaka”. Jego niekompetencję, przerywa gigantyczny wybuch, po którym Dolf udaje się na miejsce targu. Widząc zastrzelonego kumpla, byczy Szwed ignoruje miejsce zbrodni nie dostrzegając oczywistych oczywistości. Bo nie tup gliniarza powoduje problemy, jeno zaszlachtowani ostrym przedmiotem mafiosi. W tym momencie, widz ma przewagę nad Dolfem bo wie co się przed chwilą tam wydarzyło. Kilkanaście minut wcześniej w jakimś bliżej niesprecyzowanym miejscu miasta. Ogromny wybuch zmienia nowiuśkiego Mercedesa w kupkę zwęglonego złomu. Właściciel już prawie wykręca numer do liberti dajrekt, aż tu nagle z wielkiego leja wychodzi on – ten „łuon”. Matjas „karwa wasza mać” Hjus, w czarnym prochowym płaszczu i ze ślepiami błękitnymi jak woda na Majorce. Kosmiczny Hjus ma na wyposażeniu wyrzutnie ostrych jak brzytew ostrzy i najbardziej zajebisty rozpylacz jaki widziałem (gnat był tak zajebisty że użyto go nawet w drugiej części Maniac Copa). Wracając do Dolfa, Szwed dostaje przydziałowego partnera z FBI i zalecenie odnalezienia walizki białego proszku. W toku późniejszego śledztwa okazuje się, że właśnie z kosmosu spadło dwóch napierdalatorów. Zły obcy, handlarz psychopata (M.Hues) i dobry obcy, międzyplanetarny glina. Oczywiście ciekawszą postać odegrał Hjus. Jego postać, w całkiem zmyślny sposób „produkuje” endorfinę, którą zamierza zabrać na ojczystą planetę z zamiarem opylenia krajanom. Metoda pozyskiwania endorfiny jest banalnie prosta. Hjus jak już wspominałem, podprowadza dużą ilość kokainy, którą rozpuszcza a następnie przy pomocy sondy wstrzykuje prosto w splot słoneczny każdego napotkanego nieszczęśnika. Gdy po chwili narkotyk zaczyna działać, Hjus przy pomocy naramiennego szpikulca przeprowadza kontrolne nakłucie w czaszce. Przez małą dziurkę, odsysa endorfinę wprost z mózgu. Właśnie w ten przyjemny sposób pozyskuje każdą kolejną ampułkę specyfiku. Wracając do głównego bohatera, dowiadujemy się że razem z agentem FBI (Brian Benben), Dolf zostaje oddelegowany do wyjaśnienia sprawy wspomnianej na początku masakry. W miarę upływu czasu, zły obcy mocno się rozzuchwala w swoich poczynaniach. Po zabiciu kilku przypadkowych obywateli, pozbywa się także drugiego kosmity. Między planetarny glina, tuż przed śmiercią przekazuję swoje „dzieło”, Dolfowi i jego pomagierowi. Kontrastujący ze sobą duet, wyposażony w kosmiczną pukawkę – bierze sprawy w swoje ręce i postanawia wytropić i zabić Hjusa. Matjas zostaje nadziany na zardzewiałą rurę, a na jego sztandarową kwestię „I Come In Peace”, Dolf odpowiada „and you gone in pieces” – po czym pakuje serię z kosmicznej giwery w tors oponenta. Najlepsza scena całego obrazu ma miejsce podczas pościgu samochodowego Hjusa za Dolfem. Otóż, kumpel z FBI kosmicznym rozpylaczem rozwala auto Hjusa, z nim w środku. Dolf więc zatrzymuje furę by podziać popis pirotechników w spokoju. Jednak chwilę później, Matias Hjus sprintem wybiega wprost z wybuchającego wraku. Scena trwa kilka sekund i jest maksymalnie wyjebana w kosmos ! Końcowa ocena może jest nadto wyjebutana w kosmos, ale co mi tam lubię wczesnego Dolpha i przepadam wprost za Hues’em. Tych dwóch wyrzeźbionych i obłych adonisów, plus kosmicznie wyczesana fabuła i spektakularna rozpierducha – tworzą piękny obraz. Obraz złego kina, które starało się przebić do głównego nurtu. Nikt wtedy nie myślał o kubeczkach, komiksach, sikłelach i rimejkach. W tamtych czasach nie robiło się filmów z myślą o biznesie, który się na nich napędzi. Wtedy robiono taką bezkompromisową rzeźnię i gówno kogo obchodziło, że film się nie sprzeda. I właśnie za te wesołe czasy, ocena jest taka jaka być musi. Cóż za odkrywcza iteracja. Tak więc, kupcie sobie wielgachny popcorn, wielgachną butlę coli (albo lepiej procentów) i załadujcie do odtwarzacza Mrocznego Anioła – odjazd gwarantowany. Ten film niczego nie udaje, jest po prostu cholernie dobrą rozrywką, gdzie nawet na moment nie ustaje huk wystrzałów i świst kopniaków. Kocham to. Sceny walki:
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0alpha3
!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved." |
|||||||
| Zmieniony: Wtorek, 15 Czerwiec 2010 15:35 |