| Invasion U.S.A. (Inwazja na Amerykę) - 1985 |
|
|
|
| Wpisany przez freekE | |||||||
| Sobota, 13 Luty 2010 14:04 | |||||||
„Inwazja na Amerykę” to był jeden z pierwszych filmów akcji, które jako dzieciak otoczyłem całunem kultu. Pamiętam jak przez mgłę, że vhs’y z „Inwazją” były fatalnej jakości, z powodu ogromnego przebiegu. Gdy taki film trafiał do wypożyczalni już po tygodniu widziały go na oczy wszystkie głowice magnetowidowe na obszarze danej dzielnicy. Norris w połowie lat 80tych miał znakomitą passę, nie dość powiedzieć że czego się nie dotknął zamieniało się w złoto. „Zaginiony w Akcji” , „Oddział Delta” czy „Samotny wilk McQuade” to były vhs’y rozgrzane do czerwoności. Będąc kilkuletnim brzdącem, byłem pewien że Chuck Norris to największa gwiazda Hollywood, prawdziwy Pan Świata. Chcąc się odwdzięczyć za te wielomilionowe przelewy, które dostaje od założycieli ZF’ów – muszę wprowadzić w poczet recenzji kilka tytułów w kolorze rudej brody i kopniaka z półobrotu. Na pierwszy ogień idzie „Inwazja na USA”, która ma tyleż absurdalną fabułę co rajcującą akcję. W głowie mi się nie mieści, jak można napisać tak durny skrypt i jeszcze go na ekranie tak pięknie obronić ? Spytałem o to autora czyli samego Czaka, ale do tej pory nie odpowiedział na mój mail. Już pierwsza scena nie pozostawia żadnych złudzeń. Krwawa łaźnia z milionem kul w tle, poprzedzona wielgachnym żółtym napisem Chuck Norris – oddziera ten film z resztek tajemniczości. Chwilę później oglądamy prawdziwie sielankowe obrazki. Czak z boskim nagim torsem szusuje swoim poduszkowcem po mokradłach Florydy i oddaje się sztuce poskramiana krokodyli. W między czasie banda separatystów z piekła rodem, pod przywództwem Rostova ( Richard Lynch, którego każdy szybko skojarzy po wyjątkowo nieprzyjemnej gębie) zaczyna się zbroić. Rostov wymienia u Mikeya (Billy Drago, którego doskonale znany z takich samych powodów jak Ryśka Lyncha) zrabowaną kokę na pukawki. Ta okoliczność owocuje pierwszą grubą sceną. Gdy transakcja jest sfinalizowana Rostov, wkłada spluwę w gacie Mikeya i pociąga za spust odstrzeliwują mu klejnoty. Chwilę wcześniej wyrzuca jakąś ździrę przez okno. W ten sposób, widz już doskonale wie komu kibicować. Dręczony koszmarami Rostov zapowiada towarzyszom broni że pierw musi zginąć Hunter (Czak), a dopiero potem kolej na podbój USA. Bitny rusek udaje się na mokradła zrobić z dupy Czaka, szaka Zula. Skąd miał adres ? Buk jeden wie. Po kilku chwilach upływających w rytmie terkotu karabinów, dudnienia granatników i świstaniu bazook – bandziory z uśmiechem na ustach odpływają uznając, że z Czaka został popiół. Głupcy. Hunter wyjmując drzazgi szkło ze swych bicepsów, poprzysięga srogą zemstę i jako jedyny jebaka w okolicy postanawia stłumić inwazję na Amerykę w samym jej zarodku. Mimo, że w kolejnych scenach widzimy wymierne tego efekty, Hunter popada w lekką depresję i dostrzega że sam nie da rady. Zabijanie kilkunastu terrorystów dziennie i wysadzenie w powietrze rocznego budżetu Wysp Kokosowych to stanowczo za słabe tempo. Tak więc odpoczywając w pokoju hotelowym i oglądając „Plan 9 z Kosmosu”, chwat Czak wpada na fortel dzięki któremu da radę dobrać się do dupy Rostova. Za wielki finał robi starcie w wielkim rządowym gmachu. Na zewnątrz walczą ludzie Rostova z Gwardią Narodową. Wewnątrz zaś Czak młóci Rostova niczym sękaty cep proso. Kiedy brak już amunicji, a kopniaki nie robią na obu herosach wrażenia. Panowie przechodzą do konkretów i biorą w łapy bazooki. Nie zdradzę kto wyjdzie cało z tego pojedynku. Scen, które warto wyszczególnić jest multum. Pierwszą jest kwestia którą Czaka kieruje do koksa w podkoszulku – „Dostaniesz tyle prawych że poprosisz o lewego”. Za nim widz zdąży się uśmiechnąć, Czak wyprowadza kopniaka na korpus nieszczęśnika. Następnym tłustym motywem jest rozwałka w galerii handlowej, która szybko przenosi się na ulice i kończy kilkudziesięcioma zgonami. Co ważne, Czak aż do wielkiego finału nie stosuje swojego markowego kopniaka z półobrotu ! W roli narzędzia śmierci występują tu dwa UZI dyndające na boskim torsie rudobrodego. Na dobrą sprawę cały seans to jedna wielka rzeźnia z milionem kul, kilogramami plastiku i z bazookami w tle. Czak rozwala wszystko jak leci i zawstydza Gwardię Narodową razem z Turbo Dymomenem. Tak więc można śmiało uznać że cały film jest jedną wielką fajną sceną. Nawet nie będę pieprzył po próżnicy. „Inwazja na USA” to jeden z lepszych filmów z Czakiem i ja mu za ten rozpiździaj daje pięć czerwonych gwiazdek. Ten akcyjniak sprzed ponad dwóch dekad, smakuje tak samo jak za komunistycznego ustroju. Głupia fabuła? Kogo to kurwa obchodzi. Trailer :
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0alpha3
!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved." |
|||||||
| Zmieniony: Sobota, 13 Luty 2010 14:13 |