Start
Retrograde (Misja w czasie) - 2004 PDF Drukuj Email
Wpisany przez freekE   
Piątek, 29 Styczeń 2010 10:00

Tytuł: Misja w czasie
Tytuł oryginalny: Retrograde
Rok produkcji: 2004
Występują: Dolph Lundgren, Gary Daniels, Silvia de Santis
Reżyseria: Christopher Kulikowski
Muzyka: Stephen Melillo
Klasa: D
Ocena:

 

Ojojoj ! Ojojoj ! Ciężkie gówno. Wspaniały Dolf porwał się z motyką na Słońce i uff hyh spopieliło go. „Misja w Czasie” to przedstawiciel znanej i lubianej rzeszy koprodukcji Amerykańsko-Włosko-Luxembursko-Brytyjskiej. Traktujący o przygodzie z nutką sci-fi i kina akcji. Za udział wziął Krzysio Kulikowski (buk wie co to za jeden?), który tak się popisał że przygodę z filmem rozpoczął i zakończył na tym jednym kozim bobku. Podejrzewam, że jak już załatwili do obsady Dolpha – to albo nie starczyło kasy na nic innego, albo doszli do wniosku że sam Dolph jest zajebisty i styknie. Z przykrością zawiadamiam, że nie styknęło. Już samo wprowadzenie nie napawa optymizmem. W swoim życiu widziałem już wiele animacji komputerowych – lepszych, gorszych – to co oni tu pokazali, delikatnie mówiąc mieści się w tych gorszych. Postępowanie godne debila. Mając mały budżet, robi się tekturowo plastikowe modele i kadruje z oddali. Nie wpieprza się beznadziejnej animacji beznadziejnego stateczku, który wygląda jak zły sen słabego grafika. Skoro Kubrick mógł nakręcić „Odyseje” czterdzieści lat temu i nie wyglądała ona biednie, to do cholery czemu teraz wszyscy (bogaci i biedni) rzucają jakieś bohomazy wprost z cyfrowego świata ? Nie ogarniam tego, ale to temat na inną rozprawkę. Być może zbyt wiele wymagam ? Być może kino klasy D, a takim bez wątpienia jest ten „film” nie kieruje się zasadami logiki ? Te pierwsze odpychające minuty, tak mnie nastroiły bojowo że nawet jakby w finale wyskoczył Stefan Mewa i Żą Klod to i tak bym dał te pieprzone zielone gwiazdki. Jedyna otwarta kwestia, to ile. Licytację czas zacząć.

Fabuła to raz. W dwa tysiące dwieście którymś tam roku, ekipa genetycznie zmutowanych kozaczków podejmuje się karkołomnej misji. Cofają się w czasie o dwieście lat, by zapobiec odkryciu meteorytów zawierających bakterie, które z kolei zdziesiątkowały ludność przyszłości. Ściślej rzecz biorąc, mają wysadzić meteoryt bombą przypominającą jarzeniówkę i co za tym idzie uratować „humanity”. No i jak drodzy czytelnicy, dobra fabuła ? Buahah hhhhyy chry phry – sorry kłaczek. Scenariusz napisał ten idiota reżyser, więc nic dziwnego że myślał, myślał i wymyślił. Wymyślił, ja cię przepraszam – mocną rzecz. Wrypać misję w czasie, zarazę oraz facetów z karabinami a to wszystko przy żenująco niskim budżecie, to jak porwać się z nożem na czołg.

Akcja to dwa. Do dupy , aż dziesięć minut czekałem na pierwszego kopniaka i pierwszy wystrzał. Nie pojmuję tego, nazwiska przyspawane do kina kopanego (Lundgren, Daniels), a tu zero łomotu, zero kopniaków z półobrotu. Taki film musi się zaczynać od kopniaka. To tak jakbym wypożyczył film z Hugh Grantem i by się w domu okazało, że to horror gore. No ludzie kochani, tak się nie robi ! To po cholerę tu Dolph ? Ten cholerny Dolph, w przydługich włosach ułożonych w przedziałek. Ręce opadają. Bijatyk jest mało i są one bardzo kiepskie. Podłe wręcz. To wszystko da się przeboleć, ale tego że akcja dzieje się na statku kosmiczny, którego wnętrza przypominają te pieprzone place zabaw dla dzieci w kinoplexach. Dramat, szaro-niebieskie korytarze z żółtymi panelami do otwierania drzwi, sterowania statkiem i tym podobnych czynności. Ponadto producenci doszli do wniosku że gdy poprowadzą akcję dwutorowo to jakoś się ona obroni. A gówno ! Śledząc Dolfa na okręcie walczącego z „zarażonymi”, oraz ekipę ratunkową walczącą na statku kosmiczny ze „złymi” – po prostu przysypiamy. Największy grzech złych filmów to nudna akcja. Dlatego albo wrzuca się groch z kapustą, żeby widz siedział z oczami jak pięciozłotówki, albo się daje cyce, flaki i zombiaki (a najlepiej gołą babkę zombie we flakach - żartowałem).

Aktorstwo to trzy. No jeżeli Dolph swoim wysublimowanym aktorskim rzemiosłem wybija się daleko ponad resztę. To ja się pytam kim jest ta reszta ? Nie wiem kto tam grał i kogo grał – minutę po końcowych napisach, nie pamiętałem choćby jednej sceny, choćby jednej linijki tekstu. Nic.

Sam Dolph to cztery. No właśnie, to zdanie powyżej wcale nie oznacza że Dolph dobrze zagrał. Co to, to nie. Wielki zwalisty Szwed zagrał katastrofalnie, ślepy by zauważył że dryblas odbębnił swoje dni zdjęciowe i całkiem zresztą słusznie zapomniał o całym projekcie. Poza tym sorry, Dolph w obcisłym skórzanym kombinezonie biegający po Arktyce ? Bez czapki ! Ludzie, dajcie spokój.

Dla filmowych masochistów, naskrobie jeszcze kompletne streszczenie – żeby już wytrącić ostatni argument (ciekawość) zapalonych na seans potencjalnych widzów. No więc idzie to tak.

Wielki platynowo włosy Dolf idzie z walizeczką przez zdewastowaną dzielnię. Wszystko rozpizgane jak po przemarszu „wszechwolaków”. Oddaje walizeczkę jakiemuś łysolowi i udaje się do bazy na „briefing”. Z rozmowy, inteligentnie wyglądających panów wynika że Dolf należy do kasty zmodyfikowanych genetycznie nadludzi, a cała reszta społeczeństwa jest bliska wymarciu. Mózgowcy szybko przypominają sobie pierwszą część Terminatora oraz „12 Małp” i podejmują decyzję cofnięcia się w czasie i zapobieżenia zarazie. Gdy już się cofnęli, cała ekspedycja dzieli się na dobrych z Dolfem i złych przeciw Dolfowi. Sz sz sz ha ha ha, źli zabijają dobrych. Dolf zabija na szybkiego złych i doprowadza do katastrofy statku kosmicznego gdzieś w Arktyce. Dolf po krótkiej przebieżce po krainie skutej lodem dociera do lodołamacza poszukującego jakiś surowców. Na nasze szczęście załoga lodołamacza podejmuje decyzję żeby zbadać co to spadło z nieba. Odnajdują poharatanego Dolpha i zabierają go na pokład. W między czasie wysyłając ekipę ratunkową by sprawdzili co jest w statku który spadł z nieba. Na lodołamaczu wybucha epidemia, Dolf szuka plecaczka, a jedyna kobieta w obsadzie od razu robi maślane oczy do naszego pociesznego dryblasa. Zaraza się rozwija, coraz więcej osób „głupieje”. Źli ludzie z kosmosu wreszcie pakują się do lodołamacza i już nic nie stoi na przeszkodzie aby Dolph ich złupił. Napiżdzają się dobre pół godziny. W wielkim aczkolwiek słabym finale, Dolf ubija nożykiem główną mendę ekranową, uzbraja megatonową bombę i umyka statkiem kosmicznym. Po raz kolejny ludzkość uratowana.

Biorąc pod uwagę, że pół filmu przekimałem cztery zielone gwiazdki to i tak niezły wynik. Podejrzewam, że gdybym obejrzał całość znów bym wystawił ocenę w stylu „Rekinów w Wenecji” czy „Sci-Fightera”. Powiem tak, jeżeli ktoś zmęczy całą „Misję w Czasie” może sobie dopisać w CV „mistrz zen”.

Trailer:


Komentarze
Szukaj
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!

!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved."

Zmieniony: Piątek, 29 Styczeń 2010 10:07
 
Sigal, Wandam & Mjuka © 2009