| Belly Of The Beast (Bestia) - 2003 |
|
|
|
| Wpisany przez Stefan | |||||||
| Piątek, 25 Wrzesień 2009 11:25 | |||||||
Bywają filmy zagadkowe, które trzymają nas w niepewności przez 40, 50, a nawet i 60 minut. Za cholerę nie wiemy czego się spodziewać. Czy warto oglądać dalej, bo może zaraz coś drgnie? Czy jednak przerwać, bo spać się coraz bardziej zachciewa? „Bestia” należy do grupy filmów, w których wszystko wiadomo od początku. W tym przypadku jest to jednak bardzo duży atut. Bo już po 3 minutach każdy fan złych filmów doskonale zdaje sobie sprawę, że każdy, kto stanie na drodze Seagalowi zginie śmiercią tragiczną. Mało tego, nie przeżyje pewnie nikt prócz samego Seagala, bo do osiągnięcia tak istotnego celu idzie się po trupach, a trup to trup. Swój czy nie swój. Wspomniany przed chwilą cel, to uratowanie córki. Pojechało sobie dziewczę wczasować się do Tajlandii. Wzięło ze sobą koleżankę z chłopakiem i swojego chłopaka. Bawią się doprawdy wspaniale. Obejrzą jakiś zabytek, wykąpią się w pięknym jeziorze. No i połowa z nich z tego jeziora już nie wyszła. Konkretnie dwóch chłopaków – jeden stracił głowę po niespodziewanym cięciu maczetą, a drugi tradycyjnie został poczęstowany kulami w pierś. Dziewczyny przeżyły, bo zostały porwane przez miejscowych terrorystów, którzy chcieli w ten sposób osiągnąć korzyści majątkowe. Córka Seagala przypadkowo, dla towarzystwa – a jej koleżanka dlatego, bo była córką zacnego, amerykańskiego polityka. Tyle wystarczy, jeśli idzie o problematykę filmu, bo po co komu ona. Przejdźmy lepiej do meritum, czyli trupów, a tych będzie co nie miara. Seagal od razu wyleciał do Tajlandii. Tam na niespodziankę natknął się tuż przy lotnisku, a konkretnie na bazarze. Ni stąd ni zowąd napadło na niego 10 tubylców. Na ich nieszczęście nie mieli ze sobą pistoletów, tylko broń białą. Jako że Seagal złodziejem nie jest, to noży i łańcuchów im nie ukradł. Pożyczył na chwilę, po czym szybko oddał. Każdemu w inną część ciała. Najgorzej skończył pan z wąsikiem i długimi włosami. Seagal rzucił nim na stoisko z rybami. Pan przejechał przez całą ladę i z impetem wbił się głową w tasak. Resztki mózgu skapały na mintaje i inne dorsze. Później film zaczyna przypominać już znaną zapewne przez wielu grę na Pegasusa ‘Double Dragon’. Dla tych, którzy nie znają tłumaczę: polegała ona na chodzeniu z towarzyszem po ulicy i zabijaniu wyskakujących zewsząd rywali. Krótko mówiąc – najpierw Seagal załatwiał sam, a teraz ma pomocnika. Mówiąc jeszcze krócej – oznacza to dwa razy więcej krwi. A gdzie tam dwa! Trzy albo i cztery! Naprawdę czeka nas prawdziwe wymiatańsko. Przez 10 minut nie pada ani jedno słowo, bo na bocznicy kolejowej dochodzi do wolnej amerykanki. Każdy na każdego. A chłopa jest chyba ze stu. Trupów przybywa w zastraszającym tempie. W każdym ujęciu zdycha co najmniej trzech łapserdaków. A Seagal po prostu przechodzi samego siebie i demonstruje moją ulubiona akcję filmu, po której musiałem zrobić pauzę i sprzątnąć fekalia z podłogi. Nasz ukochany aktor wyskakuje z pociągu wyważając ścianę. Leci bokiem i strzela. Leci i strzela. Leci i strzela. Trwa to kilkanaście sekund, a wagon przecież nie stał nad Wielkim Kanionem. Zresztą nieważne, bo jak Seagal ląduje to wokół leży już kilkanaście ciał. To nie koniec – Seagal miał niewiarygodne szczęście i upadł na drezynę. Szybko odepchnął się od słupka i zaczął powoli jechać. W trakcie tej krótkiej wycieczki wzdłuż torów zrobił nam się mały cmentarz, padło kolejnych kilkunastu skośnookich straceńców. Seagal wybiłby pewnie cały Bangkok, ale przyjechała cholerna policja i przerwała igrzyska. CHWDP! Każdy z Państwa jest już zapewne podniecony do granic możliwości i pała chęcią obejrzenia tej jatki. Moi mili, to nie jest nawet ułamek tego, dlaczego warto obejrzeć "Bestię". Nasz duet trafia do hacjendy, gdzie przetrzymywana jest córka Seagala. Steven i jego towarzysz wchodzą frontowymi drzwiami i strzelają gdzie popadnie. Po chwili nawet najodleglejsze skrawki posadzki są całkowicie zalane krwią. Złym niewiele pomaga wsparcie w postaci kilkudziesięciu Tajów uzbrojonych po zęby. Oprócz serii z karabinów, która doszczętnie rozwala ściany, książki i rzeźby, przydają się tylko do dodatkowego zarobku dla grabarza i murarza. Tak, murarza. Dom po 2 minutach ciągłego napierdalania z działek niemal przestaje istnieć. Seagal jednak w dupie ma budownictwo i szuka głównego winowajcy. Z nim już tak łatwo nie będzie. Gość po mistrzowsku włada lancą i łukiem. Stają naprzeciw siebie, jakieś 10 metrów, nie więcej. Łucznik wypuszcza strzałę. Seagal powoli się skupia, wyciąga pistolet, mierzy, trwa to jakieś 7 sekund a strzała wciąż się zbliża z nieprawdopodobną prędkością. Seagal w końcu strzela do strzały. Jedna kula o milimetry mija drewniany badyl, druga już trafia w cel! Seagal jest uratowany! Łucznik jednak nie ma zamiaru rezygnować i wysyła kolejne dwie zabójczynie z drewna i tu zaczynają się schody. Seagalowi kończą się naboje, już w oczach widza pojawia się martwe, tłuste ciało i charakterystyczny kucyk opadający na podłogę. Nic z tych rzeczy - Seagal przypadkowo znajduje szablę, szybko chwyta i ciach!!! Strzała rozdwaja się jak włosy w reklamach Loreala. Macie już dość? I tak uważacie już film za niesamowity i pędzicie do wypożyczalni? Kochani...Łejt e sekond! Łucznik widząc że Robin Hood jest z niego żaden chwyta lancę i chce rozpruć Seagala. To też nie pomaga. Seagala można pokonać tylko siłami nieczystymi. Nagle pojawia się szaman i wbija igiełki w laleczkę voo-doo. Każde wbicie osłabia Seagala, który zaczyna przegrywać ten pasjonujący pojedynek! Haha, tego jeszcze nie było! Ale na śmiech przyjdzie jeszcze pora. Jedna igła, druga, trzeci - Seagal jest już na kolanach, już kona...i z pomocą przychodzą mu mnisi buddyjscy! Szwadron mnichów zaczyna się modlić i przeważa nad siłami zła! Teraz już nic nie powstrzyma Seagala przed krwawą zemstą. Walka trwa wprawdzie jeszcze ze 3 minuty, ale zły pan i tak kończy marnie: Steven uderza go w korpus, ten leci przez cały pokój i zdycha uderzając w szafę. Córka uratowana, można iść całą familią na lody i do wesołego miasteczka. A ja mam trochę czasu na ponowne sprzątnięcie fekaliów, który popuszczałem co chwila ze śmiechu Uważam, że to najlepszy film z Seagalem ostatniego dziesięciolecia. Rzekłbym nawet, że jest zajebisty. To prawda, jest to bajeczka, ale nie widzę w tym nic złego. Poza tym wszystko przesłania hałda trupów, czyli to na co czekaliśmy. Naprawdę, nie pamiętam filmu w którym zginęłoby tyle osób. 5 czerwonych, pełnokrwistych gwiazdek. Dawno się tam nie śmiałem. Aha, byłbym zapomniał! Film powstał na podstawie opowiadania autorstwa niejakiego Stevena Seagala. Trailer:
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze!
Powered by !JoomlaComment 4.0alpha3
!joomlacomment 4.0 Copyright (C) 2009 Compojoom.com . All rights reserved." |
|||||||
| Zmieniony: Piątek, 25 Wrzesień 2009 11:30 |